O zmianie, która nie zawsze wygląda tak, jak się jej spodziewamy
Pytanie o to, czy psychoterapia działa, rzadko jest pytaniem czysto poznawczym. Częściej kryje się za nim wątpliwość, lęk albo zmęczenie. Czy to ma sens? Czy warto się odsłaniać? Czy coś się naprawdę zmieni, czy tylko będę w kółko opowiadać o tym samym?
Wiele osób trafia na terapię po długim czasie wewnętrznych negocjacji. Najpierw próbujemy radzić sobie sami. Czytamy książki, słuchamy podcastów, rozmawiamy z bliskimi. Czasem przez lata odkładamy decyzję o szukaniu pomocy, bo nie mamy pewności, czy to, co przeżywamy, jest „wystarczające”, by pójść na terapię. A kiedy w końcu się decydujemy, pojawia się kolejne pytanie: czy to w ogóle działa?
Co to właściwie znaczy, że terapia „działa”?
W potocznym rozumieniu skuteczność terapii bywa mierzona bardzo konkretnie: czy przestanie boleć, czy lęk zniknie, czy relacje wreszcie będą łatwe. Tego typu oczekiwania są zrozumiałe, cierpienie domaga się ulgi. Problem polega na tym, że psychoterapia nie działa jak lek przeciwbólowy.
Nie polega na usuwaniu emocji ani na szybkim „naprawieniu” trudnych doświadczeń. Ból, lęk, złość czy smutek nie są w terapii traktowane jak wrogowie, których należy się pozbyć, lecz jak sygnały, że coś w naszym życiu psychicznym domaga się uwagi.
Jeśli więc mierzymy skuteczność terapii wyłącznie tym, czy przestaniemy czuć dyskomfort, możemy dojść do wniosku, że ona „nie działa”. A jednak badania i doświadczenie kliniczne pokazują coś innego.
Co mówią badania o skuteczności psychoterapii?
Jednym z najczęściej cytowanych autorów w kontekście skuteczności psychoterapii psychodynamicznej jest Jonathan Shedler. Jego analizy pokazują, że efekty terapii psychodynamicznej są porównywalne z innymi uznanymi metodami leczenia, a co istotne, często utrzymują się i pogłębiają po zakończeniu terapii.
To ważne, bo sugeruje, że zmiana nie polega wyłącznie na redukcji objawów. Psychoterapia może prowadzić do trwalszej zmiany sposobu przeżywania siebie, relacji i świata. Pacjenci po zakończonym procesie często opisują, że zaczynają inaczej rozumieć swoje reakcje, wcześniej nieuświadomione konflikty czy powtarzalne wzorce relacyjne. To nie zawsze oznacza życie bez trudności, ale życie z większą zdolnością do ich przeżywania.
Dlaczego czasem na terapii jest trudniej?
Jednym z powodów, dla których ludzie zaczynają wątpić w skuteczność terapii, jest moment, w którym zamiast ulgi pojawia się nasilenie emocji. To doświadczenie bywa dezorientujące: przyszłam po pomoc, a czuję się gorzej.
Nie jest to dowód na porażkę, lecz często na to, że dotykamy obszarów, które przez długi czas były omijane lub tłumione. Emocje, które nie mogły się wcześniej pojawić, zaczynają dochodzić do głosu. To, co było zamrożone, zaczyna się poruszać.
Psychoterapia nie polega na omijaniu bólu, lecz na stworzeniu bezpiecznych warunków do jego przeżycia i zrozumienia. Dopiero wtedy możliwa jest zmiana, która nie polega na wyparciu, ale na integracji doświadczenia.
Jakiego rodzaju zmiana jest możliwa?
Psychoterapia nie sprawia, że życie staje się pozbawione konfliktów, strat czy rozczarowań. To, co może się zmienić, to nasza zdolność do bycia w relacji z tym, co trudne.
Pacjenci często zauważają, że:
- zaczynają wcześniej rozpoznawać swoje emocje,
- rzadziej reagują automatycznie,
- lepiej rozumieją, skąd biorą się ich reakcje w relacjach,
- mają większą zdolność do regulowania napięcia,
- czują większą sprawczość w swoim życiu.
To zmiana, która nie zawsze jest spektakularna, ale bywa głęboka. Nie polega na staniu się „kimś innym”, lecz na odzyskaniu dostępu do siebie.
Kiedy psychoterapia może nie działać?
Psychoterapia nie jest rozwiązaniem uniwersalnym ani magicznym. Może nie przynieść oczekiwanych efektów, jeśli:
- oczekujemy natychmiastowej ulgi bez gotowości na proces,
- traktujemy terapię jako miejsce, gdzie ktoś ma „naprawić” nasze życie,
- nie ma wystarczającego poczucia bezpieczeństwa w relacji terapeutycznej,
- nie jesteśmy w danym momencie gotowi na konfrontację z tym, co trudne.
To nie oznacza, że „coś jest z nami nie tak”. Czasem oznacza, że to nie jest jeszcze właściwy moment, albo że potrzebujemy innej formy wsparcia.
Czy więc psychoterapia działa?
Odpowiedź brzmi: to zależy od tego, co rozumiemy przez działanie. Jeśli oczekujemy, że terapia zabierze ból i sprawi, że życie stanie się proste, prawdopodobnie się rozczarujemy.
Jeśli jednak szukamy miejsca, w którym możemy lepiej zrozumieć siebie, swoje emocje i relacje, psychoterapia może stać się procesem realnej, trwałej zmiany.
Nie polega ona na usunięciu cierpienia z życia, lecz na odzyskaniu zdolności do jego przeżywania bez rozpadu. A to często okazuje się bardziej wyzwalające, niż obiecywana przez szybkie rozwiązania „bezbolesność”


