O lęku, przywiązaniu i cenie, jaką płacimy za pozostawanie
Wiele osób trwa w relacjach, które od dawna przestały być wspierające. Czasem jest w nich chłód, napięcie, brak bliskości, a nawet cierpienie. Z zewnątrz decyzja o odejściu wydaje się oczywista. Z wewnątrz bywa niemal niemożliwa. Pojawia się paraliż, wahanie, poczucie utknięcia. Skoro jest mi tak źle, dlaczego nie potrafię odejść?
To pytanie rzadko dotyczy wyłącznie aktualnej relacji. Częściej odsłania głębokie mechanizmy przywiązania, lęku i tożsamości, które sprawiają, że znane cierpienie bywa łatwiejsze do zniesienia niż nieznana strata.
Znane cierpienie bywa bezpieczniejsze niż nieznane
Jednym z podstawowych powodów, dla których boimy się odejść, jest fakt, że to, co znane, nawet bolesne, daje poczucie przewidywalności. Relacja, w której jest źle, ale „wiemy, jak jest”, bywa mniej przerażająca niż wizja pustki, samotności czy chaosu po odejściu.
Psychika często wybiera mniejsze zło: cierpienie, które potrafi nazwać, zamiast niepewności, której nie umie jeszcze pomieścić. To nie jest słabość, to sposób regulowania lęku.
Przywiązanie silniejsze niż satysfakcja
Z perspektywy psychodynamicznej relacje nie opierają się wyłącznie na tym, czy są dobre czy złe. Często trzyma nas w nich siła przywiązania, a nie jakość relacji. Przywiązanie może być oparte na potrzebie bezpieczeństwa, lęku przed opuszczeniem albo na głębokim przekonaniu, że bez drugiej osoby nie damy sobie rady.
Dla wielu osób odejście oznacza nie tylko stratę partnera, ale rozpad znanej struktury psychicznej, sposobu, w jaki organizowały swoje życie, emocje i poczucie tożsamości.
Nadzieja, która nie pozwala odejść
Często w relacjach, w których jest źle, obecna jest nadzieja: że coś się zmieni, że druga osoba w końcu zrozumie, że jeśli bardziej się postaramy, będzie inaczej. Ta nadzieja bywa podtrzymywana przez krótkie momenty bliskości lub poprawy, które wzmacniają przekonanie, że „to jeszcze nie koniec”.
Z psychodynamicznego punktu widzenia nadzieja ta może być powiązana z wczesnym doświadczeniem czekania na emocjonalną dostępność ważnej osoby. Odejście oznaczałoby wtedy nie tylko koniec relacji, ale także konieczność zmierzenia się z dawną stratą, która nigdy nie została przeżyta do końca.
Lęk przed samotnością i pustką
Dla wielu osób odejście oznacza konfrontację z samotnością. Nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim emocjonalną – z pustką, która może się pojawić, gdy relacja przestaje organizować codzienność. Nawet relacja pełna napięcia może pełnić funkcję regulującą: daje punkt odniesienia, poczucie bycia „czyimś”.
Psychika często woli pozostać w relacji, która boli, niż zmierzyć się z pytaniem: kim jestem, gdy nikogo obok nie ma?
Poczucie winy i odpowiedzialności
Odejście bywa również blokowane przez poczucie winy: zostawię, zawiodę, skrzywdzę. Szczególnie silnie przeżywają to osoby, które od wczesnych lat uczyły się stawiać potrzeby innych ponad własnymi. W takich przypadkach odejście może być przeżywane jako akt egoizmu, a nie troski o siebie.
Zostawanie staje się wtedy formą lojalności, nawet jeśli jest lojalnością wobec cierpienia.
Gdy odejście zagraża tożsamości
Dla niektórych osób relacja jest silnie spleciona z poczuciem własnej wartości. Bycie partnerem, żoną, mężem czy „tą osobą” nadaje sens i strukturę. Odejście oznaczałoby konieczność zbudowania siebie na nowo, bez roli, która przez lata definiowała codzienność.
To, co zatrzymuje, nie zawsze jest miłość. Czasem jest to lęk przed utratą siebie w znanej formie.
Odejście jako strata, nie tylko decyzja
W kulturze często mówi się o odejściu w kategoriach decyzji i odwagi. Rzadziej o nim jako o procesie żałoby. Nawet jeśli relacja była trudna, jej zakończenie wiąże się z utratą marzeń, wyobrażeń i nadziei na to, że będzie inaczej.
Dopiero gdy pozwolimy sobie zobaczyć odejście jako stratę, a nie tylko jako „właściwy wybór”, możemy zrozumieć, dlaczego jest ono tak trudne.
Czy lęk przed odejściem oznacza, że trzeba zostać?
Nie. Lęk nie jest wskazówką, co należy zrobić. Jest informacją o tym, co jest zagrożone w naszej psychice. Czasem oznacza, że potrzebujemy wsparcia, by móc odejść. Czasem, że potrzebujemy lepiej zrozumieć, dlaczego tak bardzo trzymamy się relacji, która nas rani.
Terapia może stać się miejscem, w którym możliwe jest przyjrzenie się temu lękowi bez presji na natychmiastową decyzję. Nie po to, by kogoś do czegokolwiek namawiać, ale by odzyskać kontakt z własnymi potrzebami i granicami.
Odejście jako akt troski o siebie
Odejście nie zawsze jest ucieczką. Czasem jest aktem odwagi, czasem żałoby, a czasem troski o siebie, która przez długi czas była odkładana. Zrozumienie, dlaczego boimy się odejść, nie oznacza, że odejdziemy od razu. Może jednak sprawić, że przestaniemy siebie za ten lęk osądzać.
A to często pierwszy krok do realnej zmiany, niezależnie od tego, jaką decyzję ostatecznie podejmiemy.


